Sklep ze słodyczami

Może Ci się również spodoba

10 komentarzy

  1. Zb0y napisał(a):

    Przyznaję się bez bicia Młody dostał 2 batony do walizy …

  2. Luiza napisał(a):

    My nie zrobiliśmy zapasów ale daję sobie rękę uciąć, że cała kasa pójdzie na słodycze 🙂 🙁

  3. Tamara napisał(a):

    To ja wyrodna matka jestem – zero słodyczy dałam! Tylko wodę co by o suchym pysku nie chodził. No ładnie;)

  4. Renata_PT napisał(a):

    Podpisuję się wszystkimi kończynami, też jestem wyrodna matka… słodycze reglamentuję, dzieci chipsów nie znają, bąbelków nie piją !
    Starszy (10l.) był raz w życiu w maćDonaldzie z przedszkolem, na wycieczce… skończyło się awanturą, z młodszym już nie próbowali 🙂

    Trzymam za Was kciuki 🙂

  5. Krystyna napisał(a):

    No to dołączam się do grona wyrodnych matek co słodyczy nie dają, do McDonalda nie zabierają. Tak więc jestem bardzo za. Bo moje dziecko zawsze marudzi że jest kosmitą bo wszyscy w szkole i na wycieczkach wcinają słodkości a ona kanapeczki warzywa i owoce. Przynajmniej zapasy u innych nie będą jej kłuć w oczy. A tak na marginesie to skoro tyle wyrodnych matek, to kto pakował te słodycze?

  6. agabr napisał(a):

    ale chwilunia , nie róbmy new religion z niedawania słodyczy i kto bardziej nie daje , yoshi zdaje sie nie o tym pisała 😉

  7. Baśka napisał(a):

    Ja dałam …. ale mało (he he he), bo aż tak wyrodna nie jestem 😉 a o umiar tu przede wszystkim chodzi. A jeżeli moje dwa potwory przeginają z zakupami w sklepiku to jak najbardziej popieram emabargo nałożone przez sempai. Pozdrawiam

  8. Berenika napisał(a):

    A ja pozdrawiam wszystkie wyrodne mamy! Skoro jest nas chociaż trochę, to nasze dzieci wcale nie są kosmitami 🙂

  9. Magda napisał(a):

    Ja dawałam i nie zamierzam się bić w piersi ani zarzekać, że nigdy przenigdy ,a progu McDonalda od urodzenia dziecie nie przekroczyło. Nie zabraniam, stawiam granice, uczę, bo jeśli poglądy dziecka opierać się bedą na moich zakazch i kategorycznym omijaniu słodyczy i Maćka, to trafi tam przy pierwszej okazji, gdy zniknę mu z oczu, presja rówieśników jest nie do pokonanie, ale jeśli samo nauczy się granic przestrzegać, wtedy bedzie umiał rozsądnie postępować. Dlatego popieram, jak przeginają i nie trzymają umiaru, stawiać granicę i wydzielać.
    Pozdrawiam

  10. Katarzyna napisał(a):

    Dzieci to tajemnicze istoty.
    Nasza córcia od początku miała limitowane słodycze i sama odmawiała ich spożycia do 4-go roku życia, a wraz ze słodyczami odmawiała spożycia surowych owoców i warzyw.Potem „tama na słodycze puściła” i musieliśmy bardzo pilnować zjadanych ilości. Za to nadal konsekwentnie odmawia spożycia surowizny. Synkowi nie zabranialiśmy niczego – dziś zjada wszystkie owoce i warzywa (najchętniej surowe). A słodycze pochłania oczami – ma wewnętrzny limit, więc kończy się na jednym gryzie. Nasze dzieci o jedzeniu właściwych rzeczy wiedzą bardzo dużo, z racji mojego zawodu, ale wpływy rówieśnicze w tym wieku dominują. I tu pozdrawiam Magdę – mając wiedzę i nasze wychowanie muszą dokonać samodzielnych wyborów.
    Wierzę, że kiedyś będą słuszne … pozwoliłam zdecydować co może zabrać … wzięła wodę i tofifi 🙂